Strona główna

Rozważania na styczeń 2007
MY

     Ostatnio bardzo modne stało się w kościele hasło „my jesteśmy kościołem”. Wydaje się konieczne określić dlaczego jest ono niezgodne z prawdą o Kościele i dlaczego nie powinno lub raczej nie może być używane.
     Zacznijmy od określeń, które dotyczą Kościoła i należą do jego nauki dogmatycznej. Od samego początku synody, sobory, Papieże i Doktorzy Kościoła określali naturę Kościoła. Stanowi jednak ona wielką tajemnicę, którą odsłonić może tylko perspektywa wiary. Kościół, bowiem spostrzegany jest „z boku” tylko jako struktura widzialna. Jeśli nie będzie się brało pod uwagę, ze kształt struktury nadany został Kościołowi przez samego Chrystusa – wszelkie rozważania staną się zbędne (lub heretyckie).
     Należy zdawać sobie sprawę z tego, że gdy mówimy o Kościele mamy do czynienia z dwoma Jego podstawowymi elementami. Pierwszy to element strukturalny, a drugi ontyczny. I każdy z tych elementów można by rzec jest jakby dwuskładnikowy: Bosko – ludzki, przy czym czynnik Boski jest decydujący. Element Boski dotyczy tajemniczej tożsamości Kościoła z Chrystusem. Ten fakt z kolei decyduje o tym, że każdy błąd eklezjologiczny jest jednocześnie błędem chrystologicznym. Dlatego nasze rozważania powinny w ostateczności doprowadzić nas do wniosku, jakiego błędu chrystologicznego popełnia się w haśle „my jesteśmy kościołem”. W związku z tym należy najpierw przyjrzeć się kilku wypowiedziom Magisterium:

      Bonifacy VIII – Konstytucja Unam sanctam:
     Ten Kościół przedstawia się jako jedno ciało mistyczne, którego głową jest Chrystus, Jego zaś głową jest Bóg. W nim jest jeden Pan, jeden chrzest, jedna wiara.... Kościół jest ową nieszytą tuniką, która nie została podzielona, lecz wygrana rzuceniem losu. Dlatego ten Kościół jeden jedyny ma jedno ciało i jedna głowę, a nie dwie jak dziwoląg...

      Twierdzenie Marsyliusza z Padwy i Jana z Jandun potępione przez Jana XXII:
     Wszyscy kapłani, czy to Papież, czy arcybiskup, czy zwykły kapłan mają z ustanowienia Chrystusa równą władzę i jurysdykcję.
     
      Dekret Lamentabili (1907)
Twierdzenia potępione:

     1. W określeniu prawd wiary kościół słuchający tak współpracuje z nauczającym, iż nie pozostaje nic innego Kościołowi nauczającemu, jak tylko satysfakcjonować wspólne opinie kościoła słuchającego.
     2. Ustrój organiczny Kościoła nie jest niezmienny, lecz społeczność chrześcijańska, podobnie jak społeczność ludzka podlega ustawicznemu rozwojowi.

     
      Pius XII – encyklika Mistici Corporis Christi
     […] Nie są oni [Biskupi] całkiem niezależni, lecz podlegają prawowitej władzy Rzymskiego biskupa. Chociaż posiadają zwyczajna jurysdykcję udzieloną im bezpośrednio przez najwyższego pasterza. Dlatego też, jako następcom Apostołów z Bożego ustawienia należy im się szacunek od ludu i bardziej do Biskupów, jako przyozdobionych namaszczenie Ducha Świętego niż do najwyższych świeckich zwierzchników odnosi się to powiedzenie: Nie tykajcie Moich pomazańców”.
     [...] Gdy jednak Chrystus otrzymał tegoż Ducha [Świętego], to członkowie Mistycznego Ciała Chrystusa otrzymują Go tylko według miary daru Chrystusowego [...] On to jakkolwiek mieszka we wszystkich członkach i w nich działa na sposób Boski, to jednak w niższych częściach oddziaływa za pośrednictwem wyższych.

     
      Sobór Watykański II (konstytucja Lumen Gentium)
     LG 10: Kapłaństwo zaś powszechne wiernych i kapłaństwo urzędowe, czyli hierarchiczne, choć różnią się istotą, a nie stopniem tylko, są sobie jednak wzajemnie przyporządkowane, jedno i drugie, bowiem, we właściwy sobie sposób uczestniczy w jednym kapłaństwie Chrystusowym. Kapłan urzędowy mianowicie, dzięki władzy świętej, jaką się cieszy, kształci lud kapłański i kieruje nim, sprawuje w zastępstwie Chrystusa (in persona Christi) Ofiarę eucharystyczną i składa ją Bogu w imieniu całego ludu, wierni zaś na mocy swego królewskiego kapłaństwa współdziałają w ofiarowaniu Eucharystii, pełnią też to kapłaństwo przez przyjmowanie sakramentów, modlitwę i dziękczynienie, świadectwo życia świątobliwego, zaparcie się siebie i czynną miłość.
     
      Kodeks Prawa Kanonicznego 1983
Kan 753: Chociaż biskupi pozostający we wspólnocie z głową Kolegium i członkami, czy to pojedynczy, czy też zabrani na Konferencjach Episkopatu lub na synodach partykularnych, nie posiadają nieomylności w nauczaniu, są jednak w odniesieniu do wiernych powierzonych ich trosce autentycznymi nauczycielami i mistrzami wiary. Temu autentycznemu przepowiadaniu swoich biskupów wierni zobowiązani są okazać religijne posłuszeństwo.
     
      Katechizm Kościoła Katolickiego (cytaty pochodzą z Kompendium)
     153. Kościół jest Ludem Bożym, ponieważ spodobało się Bogu uświęcać i zbawiać ludzi nie pojedynczo, lecz jako lud, zgromadzony w jedności z Ojcem i Synem i Duchem Świętym
     156. Jedność tego Ciała urzeczywistnia się w różnorodności członków i funkcji.
     178. Z ustanowienia Bożego są w kościele święci szafarze, którzy otrzymali sakrament kapłaństwa i tworzą hierarchię w Kościele. Pozostałych nazywa się świeckimi.
     179. (Dlaczego Chrystus ustanowił hierarchię?) Celem pasterzowania w Jego Imieniu Ludowi Bożemu, Chrystus ustanowił w swoim Kościele hierarchię i wyposażył ją w świętą władzę.
     188. (Jakie jest powołanie świeckich?) Zadaniem ludzi świeckich z tytułu ich własnego powołania jest szukanie Królestwa Bożego przez zajmowanie się sprawami doczesnymi i kierowanie nimi po myśli Bożej.

           
     Otóż przed przejściem do dalszych rozważań należy sobie uświadomić pewną niezmiernie istotną rzecz. Mianowicie ostrze herezji eklezjalnej nie było dotychczas skierowane w taką stronę. Herezje eklezjalne zazwyczaj odnosiły się do władzy w Kościele, najczęściej zwracały się przeciwko Prymatowi Piotra. Znane są też herezję nestorianizmu eklezjalnego i doketyzmu eklezjalnego, które mają dość duże podobieństwa, choć wychodzą z innych założeń. Te dwie ostatnie najogólniej mówiąc odmawiają Kościołowi pośrednictwa w udzielaniu łask. Inna herezja, związana z monofizytyzmem z kolei odrzuca element ludzki i całe działanie Kościoła przypisuje jedynie Opatrzności Bożej. Choć zagadnienie tych herezji jest niezmiernie ciekawe, nie będziemy się do niego obecnie odnosić.
     W tym miejscu należy jednak zaznaczyć, że jeśli chodzi o wymienione powyżej herezje, Magisterium wielokrotnie wypowiadało się na ten temat, a i przez wieki całe wypracowano bardzo dobrą apologetykę. Zjawisko, z którym obecnie mamy do czynienia jest nowe, choć trzeba stwierdzić, że jego „pomysłodawca” korzysta ze starych sprawdzonych metod.
     Otóż mamy obecnie do czynienia z herezją, która objawia się propagowaniem hasła „my jesteśmy kościołem”. W pewnym sensie przypomina ona protestantyzm, który rości sobie prawo do obsadzania stanowisk hierarchii i który ostatecznie doprowadziłby do zaniku hierarchii. Podobieństwo to jest dość wielkie i do tego powrócimy w dalszym ciągu rozważań.
     Przejrzenie nauczania Magisterium, nawet bardzo pobieżne, tak jak zrobiono powyżej, wskazuje na to, że ten temat nie był opracowywany apologetycznie. Nie było takiej potrzeby. Dlatego należy wyłowić z dogmatycznej Nauki Kościoła te wypowiedzi, które wskazują na Jego istotę w tym wymiarze, w którym została zakwestionowana przez zwolenników „my jesteśmy kościołem”. Oczywiście, by napisać odpowiednią rozprawę należałoby zbadać jeszcze bardzo, bardzo wiele źródeł. Dlatego nie uważamy w żadnym przypadku, że temat zostanie w tak krótkich rozważaniach wyczerpany. Wskazujemy jednak na kierunek badań i na konieczność wypracowania odpowiedniej apologetyki.
     Przyjrzyjmy się teraz wybranym cytatom:

     1. Unam sanctam – specjalnie podkreślono tam wyrażenia: jako jedno ciało mistyczne i nieszytą tuniką, która nie została podzielona. Oczywiste jest, że chodzi o ukazanie jedyności i całości Kościoła. Ważne dla nas jest zwrócenie uwagi na określenie istoty Kościoła w tych kilku słowach. Jedno Ciało Mistyczne – nie może być podzielone, ponieważ w sensie ontycznym jest niepodzielne – tak jak owa tunika. Porównanie z nieszytą tuniką Pana jest raczej rzadkie w wypowiedziach Magisterium. Tunika ta, bowiem nie składała się z poszczególnych kawałków, wraz ze sobą zszytych, jest całością. W tym kontekście warto zobaczyć, że nie tylko hasło „my jesteśmy kościołem”, ale i pojawiające się i zyskujące popularność jako „przeciwstawne” lub „lepiej wyjaśniające” istotę zagadnienia powiedzenie „my też jesteśmy kościołem” jest teologicznie nie do przyjęcia. Jest ono, bowiem, sprzeczne z nauką Kościoła. Słowo „też” sugeruje istnienie różnych części Kościoła, (co nie jest tożsame z różnymi członkami). Jeśli jednak tunika jest niezszywana – to nie może być takiego podejścia do Kościoła. Nie ma nic takiego jak „my też, wy też i oni też”. Jest jeden Kościół, którego wszyscy są członkami. Idąc myślą za Bonifacym VIII można powiedzieć, że gdyby kościół miał dwa lub więcej ciał, wyglądałby jak dziwoląg.

     2. Potępienie twierdzenia Marsyliusza wyraźnie wskazuje na to, że każdy członek Kościoła ma inne nie tylko funkcje, lecz również władzę i jurysdykcję. I choć nie ma tu mowy o świeckich – można z pewnością stwierdzić, że brak wzmianki jest świadectwem, że ani herezjarcha, ani papież nie brali pod uwagi jakiejkolwiek możliwości, by świeccy mogli sobie rościć prawo do jurysdykcji i władzy.

      3. W dekrecie Lamentabilli wyraźnie potępione jest twierdzenie jakoby Kościół słuchający (czyli wierni świeccy) miał prawo narzucać swoją opinię Kościołowi nauczającemu – hierarchii. Dotyczy to w tym przypadku prawd wiary, lecz jest jednocześnie świadectwem przekonania Magisterium o niezmiennej hierarchicznej strukturze kościoła. O tym samym świadczy potępienie następnego stwierdzenia. Ma ono dość istotne miejsce w naszych rozważaniach, ponieważ określa różnice między zwykłą społecznością ludzką a Kościołem. O ile społeczność ludzka podlega przemianom ustrojowym, to Kościół takim przemianom nie podlega i podlegać nie może, co pośrednio określa rolę świeckich w Kościele.

     4. Najszerzej nauka o Kościele jako Mistycznym Ciele Chrystusa wyłożona jest w Encyklice Piusa XII. Dokonaliśmy bardzo krótkiego wyboru cytatów. Pierwszy z nich dotyczy biskupów i został wybrany w celu skierowania uwagi czytelnika na zakres uprawnień świeckich w tym, co dotyczy biskupów. Drugi z kolei jest bezpośrednio związany z rozpatrywanym przez nas zagadnieniem. Zacytujmy jeszcze raz: [...] Gdy jednak Chrystus otrzymał tegoż Ducha [Świętego], to członkowie Mistycznego Ciała Chrystusa otrzymują Go tylko według miary daru Chrystusowego.[...] On to jakkolwiek mieszka we wszystkich członkach i w nich działa na sposób Boski, to jednak w niższych częściach oddziaływa za pośrednictwem wyższych.
     W tych dwóch zdaniach jest zawarte bardzo dużo nauki dogmatycznej, zatrzymajmy się tylko na fragmencie: jednak w niższych częściach oddziaływa za pośrednictwem wyższych. Zobaczmy, że jest mowa o częściach – częściach jednej całości. Jeśli zaś części, to żadna z nich nie jest całością i nie może pretendować do bycia całością (świeccy nie mogą mówić o sobie „my jesteśmy kościołem”, hierarchia nie może mówić o sobie „my jesteśmy kościołem”, mało tego – hierarchia wraz ze świeckimi też nie może powiedzieć „my jesteśmy kościołem”. Kościół jest „kościołem”, dzięki temu, że jego Głową jest Chrystus i mieszka w Nim Duch Święty. W Świetle Dekretu Lamentabilli – struktura Kościoła nie podlega zmianom.
     Ale w tym króciutkim fragmencie zawiera się jeszcze jedna nauka – części nie są sobie równe, są niższe i wyższe. A niższe nie posiadają same z siebie Ducha Bożego, lecz oddziałuje On w nich za pośrednictwem wyższych. Jakie piękne określenie i jak wiele jest zawarte w kilku tylko słowach! Niższe części (chyba jest jasne, że chodzi o świeckich) nie miałyby w sobie Ducha, gdyby nie istniało pośrednictwo wyższych. A to oznacza całe życie sakramentalne kościoła. Podkreślmy jeszcze raz – Kościół jest jednością, ale w tej jedności, w tej społeczności, ożywianej przez Chrystusa jest hierarchia i świeccy, a świeccy są niczym bez hierarchii, bez posługi kapłanów. Dlatego słusznie mówi o nich papież, jako o członkach niższych.

     5. Przyjrzyjmy się teraz konstytucji Lumen Gentium, na którą się powołują zwolennicy wprowadzenia omawianego hasła. Wybraliśmy jeden z punktów, lecz podkreślamy, że Konstytucja ta jest spójna i dokładne przeczytanie innych punktów tylko potwierdza naukę wyrażona w tym. Z zacytowanego punktu zatrzymujemy się tu tylko na fragmencie: Kapłaństwo zaś powszechne wiernych i kapłaństwo urzędowe, czyli hierarchiczne, choć różnią się istotą a nie stopniem tylko, są sobie jednak wzajemnie przyporządkowane, jedno i drugie, bowiem, we właściwy sobie sposób uczestniczy w jednym kapłaństwie Chrystusowym.
     Zwróćmy uwagę – kapłaństwo wiernych (czyli świeckich) różni się istotowo od kapłaństwa hierarchicznego (urzędowego). Chodzi tu o różnice bytową, ontyczną, która wynika z sakramentu święceń. Istota uczestnictwa w kapłaństwie Chrystusowym, choć i wierni i kapłani w nim uczestniczą jest olbrzymia. Inny jest sposób ofiarowania. Jedni są ofiarnikami in persona Christi, drudzy nie – choć ofiarować mogą modlitwy, posty, jałmużnę, dobre czyny i samych siebie, nie mogą występować in persona Christi. Taka jest nauka o różnicach dwóch stanów w Kościele, ale do tego dochodzi i nauka o jedyności i jedności – obydwa stany uczestniczą w jednym (i jedynym) kapłaństwie Chrystusowym. Kapłaństwo jest jedno, więc – wracamy znowu do interesującego nas hasła – nikt nie ma prawa powiedzieć: „my jesteśmy kościołem” ani „my też jesteśmy” bo wszyscy uczestniczymy w Kościele i to tak jak wyjaśnia Lumen Gentium w posłannictwie kapłańskim, królewskim i prorockim Chrystusa, ale w jedynym posłannictwie. Owszem na różne sposoby, lecz nie w różnych posłannictwach, bo posłannictwo Chrystusa jest jedyne, choć określamy go jako kapłańskie, królewskie i prorockie zarazem.

     6. Nowy KPK podkreśla, że biskupi w odniesieniu do wiernych powierzonych ich trosce są autentycznymi nauczycielami i mistrzami wiary. Temu autentycznemu przepowiadaniu swoich biskupów wierni zobowiązani są okazać religijne posłuszeństwo. Przytaczamy ten fragment, po to by ukazać, kto ma autentyczne prawo nauczania w kościele i dlaczego nie wolno pod hasłem „my jesteśmy...” próbować oceniać lub uzurpować sobie prawa do mianowania biskupów. Spotykamy się niestety ostatnio z posunięciami tego rodzaju: zwykli wierni, bowiem, pozwalają sobie na pisanie listów do samego Papieża, dając mu propozycję, kogo ma wyznaczyć na biskupa w danej diecezji!

     7. Wreszcie przytaczamy kilka artykułów Katechizmu. Wyjaśniają one bardzo przejrzyście, jaki jest Kościół. My zwrócimy uwagę tylko na treść, dotykająca naszego zagadnienia: Kościół jest Ludem Bożym, jednak zgromadzony w jedności z Ojcem i Synem i Duchem Świętym, jedność Jego urzeczywistnia się w różnorodności członków i funkcji.
     Bezprawne, więc jest odwoływanie się do nauki Soboru Watykańskiego II o Ludzie Bożym i twierdzenia jakoby ten Sobór zmienił naukę lub podejście do Kościoła i określił Go jako Lud. Zwolennicy hasła „my jesteśmy...” często robią takie odniesienia świadomie lub nieświadomie manipulując tzw. „Duchem Soboru” i Jego nauką. Jak dobitnie tu wykazaliśmy nauka Soboru nie rożni się w niczym od wcześniejszej nauki Magisterium, wręcz przeciwnie, określając Kościół jako Lud Boży wskazuje bardzo jasno na jego jedność i powraca do określenia „Ciało Mistyczne”, mówiąc o członkach tego Ciała.

     Na marginesie tych rozważań należy zaznaczyć, że zagadnienie istoty Kościoła jest tajemnicą i tak jak każda Tajemnica nie może być do końca wyjaśnione ludzkimi słowami. Sobór Watykański II starał się ubogacić eklezjologię i wyjaśnić szerzej istotę Kościoła, dlatego posłużył się biblijnym określeniem Lud Boży. Nie jest to jednak lud w rozumieniu świeckim. Jeśli wczytamy się w Lumen Gentium zobaczymy, że jedność Kościoła i jego hierarchiczna struktura są wielokrotnie podkreślane i wyjaśniane. Tę samą naukę powtarza i Katechizm.
     Jest rzeczą oczywistą, że w tak krótkich rozważaniach nie możemy przytoczyć wielu tekstów. Mało tego, podkreślmy jeszcze raz, że jest to temat stosunkowo nowy w teologii i nie ma konkretnych wypowiedzi Magisterium oceniające hasło „my jesteśmy...” By dobrze opracować temat należałoby sięgnąć do wielu jeszcze tekstów. My tu sięgnęliśmy tylko do tekstów ogólnie dostępnych: Breviarium fidei, Katechizm Kościoła Katolickiego, Kodeks Prawa Kanonicznego i Dokumenty Soboru Watykańskiego II. Wybór zaś ograniczyliśmy do niezbędnego minimum. Temat ten jest tak obszerny, że można by było napisać nie jedną prace magisterską lub doktorską.
     Zachodzi pytanie – czy warto opracowywać ten temat teologicznie. Jesteśmy przekonani, że warto, mało tego, że powinno się to zrobić w sposób bardzo poważny. Hasło „my jesteśmy kościołem” stało się bardzo modne najpierw w krajach Europy Zachodniej, potem w Ameryce Północnej i rozpowszechnia się coraz bardziej. Obecnie mamy do czynienia z lansowaniem go w Polsce. Wydawałoby się niewinne, jednak doprowadziło do powstania wielu grup, które albo już oderwały się od Kościoła, albo jako swój główny cel stawiają kontestowanie Jego nauki moralnej i roszczą sobie prawa do opiniowania lub nawet wyznaczania biskupów. Znane w krajach niemieckojęzycznych ruchy „Wir sind Kirche” i „Ruch 8 maja” nieustannie głosiły nie tylko postulat mianowania biskupów, ale nawet żądały odejścia Jana Pawła II ze względu na Jego wiek czy stan zdrowia. Ilość podobnych ruchów rośnie i wciąga coraz to nowych „wyznawców”, najczęściej po prostu ludzi niewyrobionych w wierze i czasami nawet nieznających podstawowych prawd wiary. Jednak najczęściej są to ludzie dobrej woli, lecz z braku rozeznania wpadają łatwo w sidła tych, co głoszą piękne hasła. Tym właśnie należałoby uświadomić, że nauka Kościoła nie dopuszcza takiego dzielenia Szaty, jest Ona, bowiem, nieszyta i niepodzielna.
     Mamy, zatem, doczynienia z nową herezją. Nie wiemy jeszcze, jaką nazwę będzie ona miała. Być może najbliższa jest pewnemu kataryzmowi eklezjalnemu, ponieważ zwolennicy omawianego hasła (a co za tym idzie i ukrytej w nim teologii), stawiają sobie za cel oczyszczenie Kościoła. Ten nowy rodzaj kataryzmu nie zwraca uwagę na stan moralny osób świeckich, odwołując się do tego, że świeccy maja prawo mieć doskonałych pasterzy. W ten sposób wprowadza kolejne teologiczne nieporozumienie – mianowicie ukazuje świeckich jako społeczność „czystą”, mającą prawo sądzić duchownych i wybierać, kto ma być pasterzem. Często wysuwa się przesłanki typu: mamy prawo spowiadać się u nieposzlakowanych kapłanów, mamy prawo żądać, by sakramenty udzielali nam ludzie bez skazy. Nie wchodząc głębiej w zagadnienie doskonałości moralnej czy to świeckich czy kapłanów, bez trudu możemy jednak zauważyć, że nie przykłada się tej samej miary do wszystkich. Żądanie takie jednak padało wielokrotnie z ust katarów i waldensów, sprzeciwiających się niemoralnym zachowaniom kleru (nie zawsze bezpodstawnie) i nie jest żadną nowością. To, co jednak różni te ruchy od katarów jest żądanie „demokratyzacji” kościoła, w czym są bardzo podobni do protestantów. Jednak te żądania idą dalej niż postulaty protestanckie, ponieważ pojawia się dodatkowy – żądanie stanowienia prawa moralnego przez „lud”. W Polsce jeszcze nie usłyszeliśmy z ust zwolenników hasła „my jesteśmy...” głosów wołających o uznanie związków homoseksualnych czy prawa do „aborcji”. Na razie nieśmiało wysuwa się postulaty mianowania biskupów i żądanie by duchowni „odprawili” publiczną samokrytykę. Żądania jak widzimy dotyczą jurysdykcji i moralności i wskazują na tendencje separatystyczne. Ponieważ jednak wysuwane są pod hasłem: „my jesteśmy kościołem” i w podtekście mają wpisane „my prawo żądać oczyszczenia kościoła” wydaje się, że nazwa robocza kataryzm eklezjalny nie jest najgorsza.
     Postawiliśmy na początku pytanie, – jakiej herezji chrystologicznej odpowiada nowy kataryzm? Nie ujawnia się w nim typowy gnostycki dualizm. Jest jednak zarysowane pewne negowanie nierozdzielności dwóch natur Chrystusa, a w kwestiach moralnych jakby nawiązywał do arianizmu. Pytanie to zostawimy na razie otwarte, jednak podkreślamy z całą mocą, że zdajemy sobie sprawę z tego, że nowa herezja nie ujawniła do końca swego oblicza.
     Jak widzimy mamy do czynienia z poważnym zagrożeniem dla dusz. Święty Dominik w obliczu herezji prowadził dysputy z heretykami, tym dysputom przysłuchiwało się wielu ludzi, wielu z nich słysząc argumenty Świętego nawróciło się. Na pewno metoda świętego Dominika byłaby dobra, gdyby się udało w taki lub inny sposób prowadzić dysputę z nowymi heretykami. Jednak w czasach świętego Dominika nie było tak trudno jak dziś doprowadzić do publicznej dysputy. Różne są przyczyny trudności i nie tu jest miejsce na ich analizę. Nie wolno jednak bagatelizować możliwości wykorzystania takiej metody. Należy odsłaniać prawdę o działaniu zła pod przykrywką hasła: „my...” Dlatego wydaje się bardzo pożądane szczegółowe zbadanie problemu w celu opracowania odpowiedniej apologetyki.