Strona główna

Bł. Imelda Lambertini
Błogosławiona Imelda Lambertini
        Błogosławiona Imelda Lambertini, córka hrabiego Egano Lambertini z Bolonii, zmarła w wieku 12 lat po przyjęciu pierwszej cudownej Komunii Świętej. Fakt ten jest potwierdzony w martyrologium klasztoru pod datą 12 maja 1333 i na jej grobowcu przez napis opisujący ten cud. Przy przeniesieniu jej ciała do nowego klasztoru, dokąd siostry się przeniosły, nie zachowano grobu, ani napisu, widocznych jeszcze w 1582 r. Kult błogosławionej Imeldy został oficjalnie zatwierdzony przez Leona XII w dniu 20 grudnia 1826 r. Akcja Piusa X na korzyść wczesnej Komunii Świętej przywróciła mu żywotność. Ustanowiono bractwo Błogosławionej Imeldy, zalecane oficjalnie przez Kapitułę Generalną w 1913 r. W Polsce to bractwo było bardzo żywotne do czasu II wojny, po wojnie jego działalność nie została wznowiona.

Modlitwa
Panie Jezu Chryste, przyjąłeś do wiecznej chwały błogosławioną Imeldę, gdy w cudowny sposób przyjęła pierwszą komunię świętą. Pozwól nam z podobnym uczuciem przystępować do stołu Pańskiego, byśmy i my pragnęli być rozwiązani i zasłużyli być razem z Tobą. Który żyjesz i królujesz, Bóg na wieki wieków. Amen.

Poniżej przedstawiamy opowiadanie o Błogosławionej Imeldzie Lambertini.

     Imelda miała dziewięć lat. Była drobną, delikatną dziewczynką o wielkich czarnych oczach i ciemnych kręconych włosach. Włosy zresztą miała przeważnie schowane pod białą chusteczką, co było nietypowe dla dziewczynek w jej wieku. Bo w czasach, kiedy żyła Imelda dziewczynki nie chowały włosów pod chusteczkami i czapeczkami. Tylko zamężne kobiety zakładały na głowy różne piękne chusty i inne ozdobne nakrycia. No i zakonnice - one też nakrywały głowy, tak jak teraz. Bo zakonnice mimo, że nie są zamężne, mają też swego Oblubieńca - Chrystusa. A Imelda - Imelda była jeszcze małą dziewczynką, a chusteczkę na głowie zawsze nosiła. Bo Imelda była oblatką. Kto teraz wie co to jest oblatka? To taka dziewczynka, która wychowuje się w klasztorze, by później zostać zakonnicą.
     Imelda była oblatką u sióstr dominikanek. Wszystkie one chodziły w pięknych białych habitach i miały długie czarne welony na głowach. I były bardzo poważne. Imeldzie wydawały się takie piękne i tak bardzo chciała już być duża, by móc tak jak one wstawać w nocy i śpiewać dla Pana Jezusa w ledwie rozświetlonym w migotliwym blasku świec w kościele, a potem iść na resztę wypoczynku nocnego powolnym spokojnym krokiem. Ale przeważnie nie udawało się jej w nocy wstać, mimo że bardzo chciała, a nawet jeśli wstała, to tak bardzo chciało się jej spać, że z powrotem biegła do łóżka i bardzo się wstydziła, że nie umie podołać trudom życia zakonnego. Siostra Dorotea, która miała łóżko obok Imeldy, a należy wiedzieć, że wszystkie zakonnice wtedy spały razem w jednej dużej sali, uspokajała Imeldę i mówiła jej, że gdy tylko podrośnie będzie wstawać bez problemu i na pewno będzie bardzo dobrą zakonnicą. Ale Imeldę to nie cieszyło. Wydawało się jej, że nie może czekać tak długo, aż dorośnie i coraz więcej pragnęła być taką, jak inne i móc tak pięknie śpiewać dla Chrystusa. A najbardziej marzyła o tym, by móc tak jak one codziennie rano w czasie Mszy Świętej podejść do ołtarza, uklęknąć i z rąk księdza przyjąć Komunię Świętą. Ale długo jeszcze musiała czekać. Bo musicie wiedzieć, że wtedy dzieci nie mogły przystępować do Komunii świętej. Dopiero gdy ukończyły czternaście lat mogły po raz pierwszy przyjąć Chrystusa.
     Siostra Dorotea bardzo lubiła Imeldę i opiekowała się nią. Pomagała jej we wszystkim, lecz w jednym pomóc jej nie mogła. Nie mogła prosić księdza by i Imeldzie udzielił Komunii Świętej.
     W każdą sobotę siostra Dorotea szła na bazar i kupowała najpiękniejsze kwiaty, które mogła znaleźć. Potem dawała je Imeldzie, a ona układała je w kościele przed Tabernakulum. Nikt nie potrafił tak pięknie ułożyć kwiatów jak Imelda.
     - Widzisz, Imeldo - mówiła często siostra Dorotea - nie narzekaj, że w nocy nie starczy ci sił na modlitwy, za to na pewno Pan Jezus się cieszy gdy widzi jak pięknie układasz kwiaty.
     - Siostro droga, - mówiła Imelda - ja wiem, że Pan Jezus się cieszy, ale On jeszcze bardziej by się cieszył, gdybym jutro poszła do Komunii. Siostro, niech siostra powie księdzu.
     Siostra się bała mówić księdzu, ale powiedziała matce przełożonej. Przełożona jednak nie chciała o niczym słyszeć.
     - Imelda jest mała, podrośnie przyjdzie czas na Komunię, na dziecięce kaprysy nie ma co zwracać uwagi" zawyrokowała i zabroniła dalej o tym mówić. Bardzo płakała Imelda, gdy się dowiedziała o słowach przełożonej. A w klasztorze słowo przełożonej jest święte. Nikt nie ma prawa jej się sprzeciwiać.
     Minął miesiąc, minął drugi, a Imelda dalej po nocach wstać nie mogła. "Nic to, przyzwyczaisz się" mówiła siostra Dorotea, ale matka przełożona myślała inaczej.
     - Słaba jesteś, Imeldo, - mówiła czy nie widzisz, że nawet na modlitwę nocną wstać nie potrafisz, a chcesz dostąpić takiego wyróżnienia i być dopuszczoną do Komunii Świętej. Udowodnij, że jesteś godna tego, a wtedy może porozmawiam z księdzem.
     - Wiem, Matko, że nie jestem godna - odpowiadała Imelda - wiem, że nawet na nocne modlitwy nie potrafię przyjść jak dobra zakonnica, ale ja tak bardzo kocham Jezusa i tak bardzo chcę przyjąć Go w Hostii.
     Ale Matka Przełożona zostawała niewzruszona. A Imelda co noc próbowała wstać wraz z innymi i co noc spóźniała się, a nieraz nawet przysnęła w czasie modlitw. A rano, gdy po zakończeniu Mszy Świętej zakonnice szły na śniadanie, Imelda zawsze zostawała parę chwil sama w kaplicy i mówiła Panu Jezusowi, że Go kocha, i prosiła Go by przyszedł do niej w Komunii. Potem biegła na śniadanie i wsuwała się cicho na swoje miejsce, bo bała się, że Matka Przełożona zauważy, że znowu się spóźniła i wtedy nawet jak będzie starsza, to też może się nie zgodzić by dopuścić ją do Komunii.
     Ksiądz nic nie wiedział. Imeldę znał, ale specjalnie się nią nie interesował. Nie ona jedna była oblatką, oblatki zresztą mają dobrą naukę u sióstr, a inne dzieci nie mają gdzie się uczyć, więc uczył dzieci z okolic i przygotowywał je powoli do przyjęcia Komunii Świętej. Jak było wielkie jego zdziwienie pewnego dnia na porannej Mszy Świętej! Wszystko było tak jak zawsze. Lecz gdy przemienił chleb w Ciało Chrystusa i podniósł wysoko, by ukazać Go ludziom, nagle poczuł, że Hostia wyrywa mu się z ręki, ulatuje i zobaczył jak na chwilę stanęła nad pogrążoną w modlitwie dziewczynce. Dziewczynka miała oczy pełne łez. A potem widzenie się skończyło, ksiądz znowu trzymał Hostię w rękach i sam nie wiedział czy to prawda, czy jemu się przywidziało.
     Po skończeniu Mszy św. zawołał Imeldę do siebie:
     - Dlaczego płakałaś, mała? - zapytał.
     - Och, proszę księdza, ja tak bardzo chcę się spotkać z Chrystusem w Komunii, że czasami ze smutku, płaczę. - powiedziała Imelda.
     Nic ksiądz nie odpowiedział, lecz cały dzień o tym myślał i całą nie spał i modlił się. Nie wiedział co powinien zrobić. Wszak udzielić dziecku Komunii się bał, może powinien biskupa się spytać, a może nawet samego Ojca Świętego w Rzymie. Dopiero nad ranem przysnął. I we śnie znowu zobaczył małą Imeldę i Hostię Świętą nad jej głową wiszącą, taką jasną, błyszczącą i jak by sama Hostia do Imeldy się kierowała.
     Rano przyszedł ksiądz do kościoła sióstr dominikanek i zawołał Przełożoną.
     - Dziś Imelda dostanie Komunię Świętą.- powiedział.
     - Ale, ona jeszcze jest mała, ma zaledwie dziewięć lat - mówiła Przełożona.
     - Wiem, niech Matka idzie jej powiedzieć - odrzekł ksiądz i poszedł szykować się do Mszy. Zaskoczona Przełożona musiała spełnić jego życzenie.
     I przyszła długo oczekiwana chwila. Moment Komunii Świętej! Jedna po drugiej podchodziły siostry do ołtarza, klękały by przyjąć Jezusa i odchodziły piękne i poważne. Oto idzie Imelda. Ostatnia, idzie szybko, nigdy nie umiała nic zrobić tak jak to powinna robić dobra zakonnica, ale teraz o tym nie pamięta. Tylko śpieszy szczęśliwa, że nareszcie spotka JEZUSA w Komunii. I odtąd, myśli sobie, już nic jej od Niego nie oddzieli, bo będzie mogła codziennie Go przyjmować.
     Naprawdę - nic jej od Pana już nie oddzieli. Przyjmuje Imelda Najświętsze Ciało i wielkie wzruszenie ogarnia jej serce. To Pan! Pan jest z nią!
     Długo patrzyły zakonnice na Imeldę, która nie podnosiła się z klęczek. Patrzyły jak powoli osuwała się i łagodnie upadła. Pierwsza ocknęła się siostra Dorotea. Podbiegła do ołtarza i podniosła dziewczynkę. Zobaczyła twarzyczkę szczęśliwą, pełną radości.
     - Nie żyje - powiedziała odwracając się do sióstr.
     - Nie żyje - potwierdził ksiądz, który jeszcze stał pochylony nad Imeldą.
     - Umarła ze szczęścia spotkania z Bogiem. Serduszko jej nie wytrzymało tak wielkiego wzruszenia. Teraz już przebywa z Panem.
     Błogosławiona Imelda Lambertini, najmłodsza dominikanka, wstawia się za nami u Chrystusa i szczególnie wspomaga wszystkie dzieci przystępujące do Pierwszej Komunii świętej.
Maria Katarzyna Kominek OPs