O bł. Narcyzie i tercjarstwie dominikańskim
Kilka miesięcy temu, przeglądając różne strony internetowe w poszukiwaniu wiadomości o Zakonie, trafiłam na notatkę: "warto zwrócić uwagę na działanie wielu świętych osób, jak Narcisa de Jesús Martillo Morán OP, beatyfikowana przez Jana Pawła II w 1992 roku". Otóż ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że w mojej książce o świętych i błogosławionych Zakonu zabrakło wielu z wyniesionych ostatnio na ołtarze, zaczęłam poszukiwania wiadomości o Narcyzie od Jezusa. A że wspomniana notatka była w artykule, dotyczącym Zakonu w Ameryce Łacińskiej, zaczęłam tam szukać Narcyzy. Znalazłam ją w Ekwadorze.
Poszukiwania nie były łatwe. Najpierw zwiodło mnie imię - to właśnie "od Jezusa". Szukałam jej raczej wśród mniszek. Moje rozumowanie było błędne - wydawało mi się, że "od Jezusa" jest imieniem przyjętym przy wstępowaniu do Zakonu, podobnie jak na przykład św. Teresa od Jezusa. Co prawda w naszym Zakonie nie ma takiego zwyczaju, ale - rozumowałam - tam w Ameryce Łacińskiej może być zupełnie inaczej. Zapomniałam, oczywiście, że jest "zupełnie inaczej" i że nadają tam wiele imion przy chrzcie. I tak - Narcyza od Jezusa jest imieniem chrzcielnym.
Gdy nie znalazłam Narcyzy wśród mniszek, zaczęłam jej szukać w regularnych zgromadzeniach sióstr dominikanek w Ekwadorze. Ale i tam jej nie było. Cały czas jednak pamiętałam o tym OP po nazwisku i na koniec skoncentrowałam się na poszukiwaniach pomiędzy świeckimi Zakonu. Znalazłam ją tam z wielkim trudem. Niestety bez notatki jaka dokładnie była - pisze po prostu "świecka". Piszę o tym tak długo, bo rzecz jest pouczająca sama w sobie, o czym za chwilę.
Bez trudu znalazłam Narcyzę w stronach ekwadorskich. Trudno mi było tylko ustalić czy była tercjarką czy nie i jak była związana z Zakonem Dominikańskim. I tak, najpierw o samej Narcyzie:
Urodziła się w Nobol (Guayas, Ekwador), 29 października 1832 roku. Rodzice jej Pedro Martillo Mosquera i Josefina Morán byli wieśniakami. Matka zmarła gdy Narcyza była jeszcze dzieckiem i na nią spadł obowiązek zaopiekowania się dziewięcioma braćmi. Prawdopodobnie z powodu braku pieniędzy była zmuszona jako 15 letnia dziewczyna rozpocząć pracę jako służąca u wiejskich gospodarzy. Mając 19 lat została osierocona i przez ojca i pojechała do miasta Guayaquil, by podjąć tam pracę. Pozostała tam do roku 1868, kiedy przeniosła się do Limy do klasztoru dominikanek, gdzie pracowała jako służebna do wszelkich posług. Zachorowała ciężko we wrześniu tegoż roku, chorowała samotnie i opuszczona, nawet nikt specjalnie nie dawał wiary jej chorobie. Zmarła w klasztorze in odore sanctitatis 8 grudnia 1869 roku. Używam specjalnie określenie in odore sanctitatis, ponieważ w przypadku Narcyzy było to nie tylko symbolicznie, a i dosłownie. Wielkie bowiem było zaskoczenie przełożonej klasztoru, gdy po śmierci Narcyzy jej ciało wydawało przepiękny zapach. Bóg wszechmogący w ten sposób zwrócił uwagę na skromną swoją służkę.
Nie wiele można się dowiedzieć o jej życiu codziennym. Jedyna informacja, która się powtarza, to że w trakcie procesu beatyfikacyjnego stwierdzono, że była cicha i pracowita, żyła samotnie jako pokutnica, składając z siebie dobrowolną ofiarę ekspiacyjną za grzechy świata. Świadczyłoby to o tym, że w jakiś sposób musiała być związana z Trzecim Zakonem Dominikańskim, pokuta i ekspiacja są bowiem treścią powołania tercjarskiego. Z drugiej strony - nie można wnioskować o tym jednoznacznie, bo duchowość pokutna nie jest przynależna tylko tercjarzom dominikańskim, a jeszcze wielu innym zgromadzeniom i zakonom. Wśród jej przewodników duchowych był karmelita, franciszkanin, ale nie było dominikanina. Dlaczego jednak przeniosła się do dominikanek w Limie nie mogłam się dowiedzieć.
Ciało bł. Narcyzy przeniesiono do Guayaquil w 1955 roku. Jej bratanek Miguel Martillo nalegał, by jej relikwie wróciły do Ekwadoru. Nie bardzo mogłam się dowiedzieć, dlaczego jego działanie miało wpływ na decyzje władz kościelnych. Być może był związany z jezuitami, ponieważ ciało spoczęło w kościele San Jose ojców jezuitów.
Następna translacja ciała miała miejsce w 1972 roku. Przeniesiono ciało do Nobol, gdzie obecnie wybudowano sanktuarium archidiecezjalne bł. Narcyzy. Od 1998 roku jej ciało spoczywa w trumnie z brązu i szkła, która zgodnie z życzeniem inicjatora i opiekuna budowy sanktuarium, biskupa Maciasa, umieszczone jest tak jak każe tradycja katolicka pod ołtarzem. Choć nie była męczennicą biskup Macias jednoznacznie stwierdził, że należy umieścić jej relikwie pod ołtarzem, by odprawiać Mszę św. na relikwiach świadków wiary.
Wspomnienie bł. Narcyzy wypada 30 sierpnia, a w Nobol 25 października obchodzi się również uroczyście rocznicę beatyfikacji.
Beatyfikował ją Jan Paweł II 25.10.1992 roku, wraz z 51 męczennikami Ameryki Łacińskiej. W mowie beatyfikacyjnej wspomniał o Narcyzie, dając ją za przykład wszystkim, którzy zmuszeni poszukiwaniem pracy poza wsią, trafiają w trudne warunki miasta.
To jest mniej więcej wszystko, co dowiedziałam się o Narcyzie Moran. To "OP" zostało nie rozstrzygnięte. Nie tracę jednak nadziei - myślę, że próba kontaktu z siostrami w Limie i sanktuarium w Nobol może dać rozstrzygające wyniki.
Czy to jest tak istotne dowiedzieć się w jaki sposób Narcyza była związana z Zakonem dominikańskim? Dla tercjarstwa dominikańskiego na pewno tak!
Jak wspomniałam powyżej, historia moich poszukiwań jest pouczająca sama w sobie. Bo nie jest to jedyna osoba, co do której ustalenia przynależności (lub nie) do tercjarstwa trafiam na olbrzymie kłopoty. Tercjarstwo dominikańskie jest szczególnie mało znane i chyba jeszcze mniej propagowane i przez sam Zakon i nawet przez samych tercjarzy. Odnosi się czasami wrażenie, że to jakby trochę wstyd być tylko i wyłącznie zwykłym tercjarzem dominikańskim. I też trochę wstyd mówić o tym, że ktoś ze świętych, błogosławionych lub po prostu znanych ludzi był tercjarzem.
I tak dla przykładu - wielu zna Pier Giorgio Frassatiego, jest patronem młodzieży, ale mało kto wie, że był on tercjarzem dominikańskim. A pisarka Sigrid Undset - też tercjarka (nagroda Nobla za literaturę w 1928 roku, kiedy jeszcze nagroda miała charakter uznania za dzieło i nie była skażona polityczną poprawnością). Tak dla przykładu wspomnę parę nazwisk mniej znanych lub lepiej powiedzieć powszechnie nieznanych z tercjarstwa:
Św. Ludwik Grignion de Montfort - wszyscy znają jego Traktat o Prawdziwym Nabożeństwie do NMP, ale kto wie, że był tercjarzem dominikańskim?
Melania Calvat - widząca z la Salette.
Bł. Bartłomiej Longo, o którym nikt nic nie wiedział, dopóki Jan Paweł II nie ogłosił Roku Różańca, a i teraz mało kto pamięta o jego tercjarstwie.
Zofia Kossak - nasza słynna pisarka i tercjarka dominikańska.
No i na koniec - św. Katarzyna ze Sieny - najsłynniejsza tercjarka dominikańska. Jej przykład jest szczególnie istotny. Zakon chętnie przyznaje się do św. Katarzyny. Wszak jest Ona największą mistyczką i jednocześnie Doktorem Kościoła. Ale jednocześnie świecka...
Dlatego najczęściej, gdy się mówi o Katarzynie zaznacza się ogólnie "dominikanka". Przeciętny wierny rozumie przez to mniszkę lub zakonnice regularną. Tercjarstwo jest nieznaną dla ogółu formą życia zakonnego w świecie. Starsza (i tym samym bliższa Katarzynie w czasie) ikonografia przedstawia Ją w białej chustce i czarnym płaszczu. Z tego, co wiemy z historii Katarzyna właśnie tak się ubierała. Będąc tercjarką zakładała białą chustę (teraz powiedzielibyśmy welon) i czarny płaszcz, zwany wtedy we Włoszech mantellą. Dlatego też można spotkać w literaturze określenie, że Katarzyna była mantellatą. Jej płaszcz zachował się i jest wystawiony w Mediolanie w kościele oo. dominikanów.
Nowsza natomiast ikonografia często przedstawia Katarzynę w czarnym welonie, co nie jest zgodne z prawdą historyczną, ale odpowiada zmianom w myśleniu o zakonności i świeckości. Po prostu nie można było zrozumieć inaczej Katarzyny jak tylko nadając jej cechy regularnej zakonnicy. Była jednak Ona tercjarką i choć tercjarstwo miało inny zewnętrzny charakter niż obecnie, istota pozostaje taka sama.
Obecnie nastały ciężkie czasy dla tercjarstwa. Jego istota została zapomniana. Składa się na to prawdopodobnie wiele czynników - powstanie instytutów świeckich, mnożenie się ruchów. Doprowadza to do pewnego podziału "ról". Instytut świecki jest dla celibatariuszy, ruchy dla pozostałych. Otóż w tercjarstwie jest miejsce dla wszystkich i dla celibatariuszy i dla "pozostałych". Mało tego - tercjarstwo jest formą życia zakonnego o bardzo dokładnych wymaganiach.
Najbardziej zadziwiające jest to, że próbuje się zanegować potrzebę istnienia tradycyjnego tercjarstwa. Są i owszem czasami próby stworzenia grup pseudo tercjarskich, składających się tylko z ludzi młodych (jakby oni nie mieli się nigdy zestarzeć) i działających na zasadzie duszpasterstw akademickich. Są one oderwane od korzeni i jako takie nie mają szans na realizację w przyszłości idei prawdziwego tercjarstwa. Skierowane na efekty zewnętrzne nie będą w stanie w przyszłości, gdy miną lata ich wczesnej i średniej młodości, sprostać zadaniu tercjarstwa, a mianowicie być cichą zakonną osobą, gotową ofiarować siebie i ofiarowującą się jako ekspiację za grzechy świata. Młodzież, próbująca realizować "nowe tercjarstwo" jest nauczona szukania sukcesów i ich odnoszenia. Nauczona jest działać na zewnątrz, otrzymywać pochwały i być widoczną. Tercjarstwo ma to do siebie, że jest ciche. Tak właśnie jak bł. Narcyza od Jezusa. Nie zauważane przez możnych tego świata, nie zauważane lub często niechciane przez swoich ojców i braci istnieje w Zakonie od ponad siedmiuset lat wspomaga Zakon swoimi modlitwami i ofiarami. Raz na jakiś czas wydaje z siebie ludzi, którzy w różny sposób głoszą Chrystusa (czy to jak Zofia Kossak, czy jak rzeźbiarka Zofia Trzcińska-Kamińska, której rzeźby stoją w wielu kościołach, również w dominikańskich, choć sami dominikanie nie zawsze wiedzą, że ich autorka była tercjarką). Raz na jakiś czas wydaje z siebie świętych - mniej lub bardziej znanych, ale z reguły nie "promowanych" jako tercjarzy.
I dlatego być może tak trudno jest się dowiedzieć co łączyło bł. Narcyzę z Zakonem. Jeśli się okaże, że była tercjarką - będzie to tylko potwierdzeniem reguły - o tercjarstwie za bardzo się nie mówi.
Na koniec chcę podkreślić, że mam głębokie przekonanie, że tercjarstwo tradycyjne się ostanie, może zapomniane i nie chciane, ale takie jakie było w zamyśle samego Ojca Dominika i w swoich początkach z XIII wieku. Tą nadzieję pokładam w naszych świętych Opiekunach, a szczególnie w Opiekunce Zakonu - Najświętszej Maryi Pannie.